Historia życia na wózku inwalidzkim jest dość prosta i wymaga jedynie serii czasowników, aby ją wyjaśnić.

Każdego ranka siadam na wózku, żeby pójść do toalety. Po tej czynności wracam na wózek i ubieram się do pracy. Przed wyjściem piję herbatę, a następnie korzystam z podjazdu przed domem, aby wyjść na chodnik.

Po tym, jak z trudem udaje mi się wsiąść do samochodu, rozkładam swój fotel (po jednym kole na raz) i kładę wszystkie części na siedzeniu obok siebie. Gdy dojeżdżam do pracy, parkuję, rozkładam krzesło obok drzwi samochodu i siadam na nim z powrotem. Wjeżdżam windą z szerokimi drzwiami na dziewiąte piętro siedziby głównej Banku Światowego w Waszyngtonie, gdzie znajduje się moje biuro. To tutaj montowałem najważniejszy film, jaki kiedykolwiek wyprodukowałem. Rok temu moja praca dała mi możliwość podróżowania. Pojechałem na Jamajkę, aby poznać doświadczenia ubogich osób niepełnosprawnych, takich jak ja, i zobaczyć z pierwszej ręki, jak wygląda ich codzienne życie w kraju, który ma problemy z zapewnieniem nawet najbardziej podstawowych usług.

Moja osobista podróż była oczywiście dłuższa i obejmowała niezliczone wizyty u suplementarza, sesje rehabilitacyjne, naukę podstawowych umiejętności, naukę obsługi komputera i znalezienie pracy, która sprawia mi przyjemność.

Szesnaście lat temu, uczestnicząc w semestralnym programie studiów zagranicznych we Włoszech, uległam wypadkowi. 9 lutego 2001 r., podczas jazdy na snowboardzie, zjechałem ze stoku i uderzyłem w grube drzewo alpejskie. Wylądowałem twarzą w dół na śniegu i natychmiast straciłem czucie w ciele i nie mogłem się poruszać.

historia-zycia-na-wozku-inwalidzkim-jest-dosc-prosta

Wiadomości nie były zachęcające.

Kiedy tak leżałem, przypomniałem sobie aktora Supermana Christophera Reeve’a i pomyślałem o tym, jak szukał suplementarstwa na uszkodzenie rdzenia kręgowego. Pamiętam, że odwrócono mnie i wsadzono na sanki, aby zabrać do helikoptera u podnóża zbocza; mam przebłyski wspomnień o helikopterze i miłej – brodatej – twarzy jednego z ratowników tuż przed utratą przytomności.

Moja mama od razu poleciała do Włoch i była przy mnie, kiedy się obudziłem, ale spędziłem tydzień, tracąc i odzyskując przytomność, podłączony do rurek o różnych kształtach i rozmiarach oraz urządzeń medycznych wydających dźwięki. Przenoszono mnie ostrożnie do różnych urządzeń, aby uzyskać obrazy złamań kręgosłupa.
Następnie przewieziono mnie do czystej, jasno oświetlonej sali operacyjnej. Pielęgniarki z izby przyjęć ostrożnie wprowadziły do mojego ciała gigantyczne strzykawki, które wywołały u mnie ogromny ból i pozbawiły mnie przytomności. W mojej lewej nodze umieszczono śruby, aby unieruchomić i naprawić kości, oraz tytanową płytkę, aby wyrównać uszkodzone kręgi.

W chwili wypadku uczyłem się włoskiego zaledwie od sześciu miesięcy. W szpitalu nauczyłem się płynnie mówić w tym języku. Ale nie rozumienie wszystkich szczegółów rozmów toczących się w tle wokół mojego łóżka było bardzo szczęśliwe. Nigdy nie powiedziano mi, że jestem sparaliżowany, dopóki nie zapytałem o to suplementarzy. Wtedy miałem już czas, aby zorientować się w swojej sytuacji. Gdybym miał taki wypadek w Stanach Zjednoczonych, wiedziałbym o tym natychmiast. Odłożenie tej trudnej wiadomości na później dało mi czas na zastanowienie się i przystosowanie do nowej rzeczywistości, w której się znalazłam.

Kiedy naprawdę zdałam sobie sprawę z tego, co mi się przydarzyło, wypłakałam oczy, trzymając mamę u boku. Kilka dni później musiałem wydmuchać nos i bez zastanowienia, siedząc w szpitalu na wózku inwalidzkim (w niezbyt dobrym stanie) wykonanym z nierdzewnej stali aluminiowej, podjąłem ogromny wysiłek, aby poruszać się wokół łóżka i chwycić chusteczkę. Zrobiłem to wszystko sam.